Najlepsza strona z notatkami dla studentów!


Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kontakt


Nawigacja
Download
Galeria
Szukaj
Aktualności
Olsztyn
Uczelniane
Konkursy
Film
Recenzje
Sylwetki
Felietony
Polityka
Różności
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 17
Najnowszy Użytkownik: wilfredkall
Uroki kultury prowincjonalnej na przykładzie Olsztyna
Ostatnio miałem niekłamaną przyjemność zasmakować trochę wakacyjnej kulturki w Olsztynie. I muszę wam powiedzieć, że był to mój ostatni wypad tego typu. Im bardziej coś jest reklamowane jako "Wielkie Wydarzenie" z naciskiem na oba "W", im bardziej dzieje się to w Olsztynie, tym szerszym łukiem należy to omijać.

Zaczęło się w czerwcu. Po prawie 3 latach alkoholowych rozbojów wychyliłem nos spod kołdry i za namową mojego dobrego kolegi Mariusza skorzystałem z oferty naukowo-kulturalnej Wydziału Humanistycznego, części Uniwersytetu Wielkiego Marazmu w Olsztynie właśnie. Odbywały się w tymże czerwcu Dni Afryki, jak się później okazało była to ich 3841 z rzędu edycja, ale o tym wiedzieli pewnie tylko w Afryce... Nie mniej, któryś z organizatorów zauważył, że warto wreszcie poinformować media, a tym samym wielbicieli darmowych przekąsek i drinków, że impreza taka istnieje i ma się dobrze. Nie jestem co prawda wielbicielem darmowego jedzenia, ale drinków już owszem, więc decyzja była prosta.

Zaczęło się od obrad plenarnych, tak nudnych, że nawet sam prowadzący wymykał się co 5 minut żeby oddać się bardziej absorbującej rozrywce - obserwowaniu lotu wron przez okno na holu. Po zakończeniu obrad wszyscy zgodzili się jednak, włącznie ze mną, że były one bardzo frapujące (ukradkowe ziewnięcia) i pouczające (kiedy zabierzecie nas wreszcie na obiad?!). No tak, przecież intelekt jest tylko rzeczą nabytą, a głodnym człowiek się rodzi.

Żeby tego było mało, trwało to wszystko przez okrągły tydzień i przez okrągły tydzień wszyscy uczestnicy musieli udawać, że są zainteresowani. Nie dziwi więc, że na zamykającym Dni Afryki spotkaniu w Spichlerzu MOK była taka cisza wśród szacownych gości z uniwerku. Zmęczeni byli tym potokiem ściemy. Spotkanie owo dotyczyło zagadnienia współczesnej afrykańskiej literatury kobiecej, o której oczywiście nikt z obecnych, nie wyłączając mnie, nie miał bladego pojęcia. Czułem się jak cheerleaderka na wykładzie z literatury Samuela Becketta i sądzę że nie byłem w tym odosobniony. Nadrabiałem jednak wyrazem twarzy, pełnym skupienia i czci. Oto ja, cham z Ostrołęki, mam okazję dotknąć atrakcyjnego towarzysko tematu z zakresu literatury współczesnej. Jestem pewien, że moja i tak krótka lista znajomości stopniała by dramatycznie, gdybym próbował błysnąć tym doświadczeniem przy stole zastawionym wódką Niagara. Nie jestem jednak zawiedziony tym, że tam poszedłem. Wspominam całe wydarzenie ciepło, ze względu na publiczność. Kobiety o wyglądzie kwiaciarek spod arkad na starówce zadawały gościom pytania w stylu "Czy psy w Afryce też są czarne czy tylko ludzie?" lub "Czy płacicie tam własnymi dziećmi czy pieniędzmi?". Chwała darmowym gazetom za szybkie i sprawne rozprzestrzenianie informacji tam, gdzie dotrzeć powinna...

Na blisko 2 miesiące dałem sobie siana z miejską kulturą i towarzystwem "stałych bywalców". Aż do czasu, gdy do Olsztyna zawitała Międzynarodowa Wystawa Kotów, gdzie słowo międzynarodowa miało być pokłonem na jednego wytatuowanego gościa z Rosji i dwóch z Litwy. Uległem perswazji mojej połówki i udaliśmy się w piękne niedzielne popołudnie, by popatrzeć na kiciusie i towarzyszące im imprezy, czyli namiot z kiełbasą podawaną na styropianowych tackach oraz mini quad dla dzieci, którego największą zaletą było to, że jeździł. Kotki, muszę powiedzieć, niczego sobie, choć nie jestem przekonany, czy byłbym w stanie wydać okrągły tysiąc złotych na coś, co przypomina szczotkę do kibla. Co jednak zwróciło moją uwagę szczególnie, to nie zachowanie kotów, im i tak wszystko jedno, byle by leżeć. Kiełbasa dla posiadaczy biletów była darmowa, tak więc po godzinie w Uranii słychać było tylko miauczenie, a towarzycho zamiast cmokać nad urodą prezentowanych zwierząt, cmokało ze smakiem nad kiełbachą.

Oto, moi drodzy organizatorzy imprez dla "Olsztynka" (odpowiednik Warszawki), przepis na sukces. Pamiętajcie, żeby zafundować gościom darmowe żarcie. W innym wypadku frekwencja będzie taka, jak zazwyczaj przy okazji prezentacji rękodzieła mniejszości cygańskiej na uliczkach wokół ratusza.



Kowalski



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

stiepka
16/10/2008 21:28
oj wczoraj się napiłam!! już nie chcęsmiley a nauki na szczęście już nie mamsmiley

szalona
16/10/2008 20:02
po prostu się oderwij albo chociaż piwa napij!

stiepka
03/09/2008 12:29
W papugę kopana nauka...piszcie coś to przynajmniej się od niej oderwęsmiley wrrrrsmiley

Kowalski
27/08/2008 14:07
"Made in Russia" znaczy "Zrobione źle po pijaku" (c) Jeremy Clarkson o noktowizorze smiley

Kowalski
26/08/2008 12:54
o.O what the hell happen to my feet?!


Copyright © 2006
18,018 Unikalnych wizyt



Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową